]]>

Aktualności
Ważne
Najpopularniejsze
Rozmowy i spotkania

Przy umieszczaniu filmów w sieci potrzebna jest rozwaga, 15.09.2014 r.

Ikona drukuj
Podmiot udostępniający: Zespół Rzecznika Prasowego Biura GIODO
Wytworzył informację: Małgorzata Kałużyńska-Jasak2014-09-15
Wprowadził informację: Rafał Kreusch2014-09-16 13:14:16
Ostatnio modyfikował: Rafał Kreusch 2014-09-16 15:28:56

Publikując w sieci filmy z udziałem osób trzecich, warto rozważyć, czy takie działanie jest uprawnione, by nie narazić się na zarzut naruszenia dóbr osobistych.

W ostatnim czasie zapanowała moda na publikowanie w Internecie filmów prezentujących wyczyny piratów drogowych. Tymczasem zamieszczanie takich nagrań może narazić nas na odpowiedzialność z tytułu naruszenia dóbr osobistych – przestrzega dr Wojciech Rafał Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych (GIODO)

Jak mówi: – Z żadnym filmem, który nagramy, czy to kamerą umieszczoną w samochodzie, czy na plaży, czy podczas wycieczek, nie możemy zrobić wszystkiego, na co mamy ochotę. Na takich filmach występujemy bowiem nie tylko my i osoby, które ewentualnie się na to zgodziły, ale również osoby postronne. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że niektóre z nich mogą nie życzyć sobie, żebyśmy te nagrania upowszechniali.

W opinii GIODO, dopóki filmy kręcimy na własny, prywatny użytek, by oglądać je samemu lub z rodziną, przepisy ustawy o ochronie danych osobowych nie mają zastosowania. – Mało prawdopodobne też jest, żebyśmy mieli ponosić z tego tytułu odpowiedzialność cywilną czy karną – mówi dr Wojciech Rafał Wiewiórowski.

Także w sytuacji, kiedy nasze nagrania przekazujemy policji czy organom ścigania, wciąż pozostajemy nie tylko w granicach tego, na co prawo pozwala, ale tego, co wręcz nakazuje. – Jeśli bowiem na nagraniu bądź zdjęciu, które zrobiliśmy na swój użytek, pojawi się dowód czy materiał, który może stać się dowodem popełnienia wykroczenia bądź przestępstwa, to nie tylko możemy, ale wręcz musimy przekazać tego typu informacje policji lub organom ścigania – mówi GIODO. – Gorzej jeżeli sami postanawiamy być szeryfami i umieszczamy np. w Internecie lub w inny sposób rozpropagowujemy zdjęcia czy filmy, które nagraliśmy. Wówczas musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nawet jeśli robiliśmy je pierwotnie na prywatne potrzeby, a teraz zaczynamy je udostępniać, wpadamy nie tylko w reżim ustawy o ochronie danych osobowych, ale przede wszystkim w reżim Kodeksu cywilnego. Osoba, która uzna, że poprzez taką publikację naruszone zostały jej dobra osobiste, może nas pozwać do sądu – tłumaczy dr Wojciech Rafał Wiewiórowski.

Z taką odpowiedzialnością musimy liczyć się także wtedy, gdy zamażemy tablice rejestracyjne. Najistotniejsze jest bowiem to, czy na podstawie nagrania jesteśmy w stanie zidentyfikować osobę, np. dlatego, że ma charakterystyczny samochód albo dlatego, że znajduje się on w konkretnym miejscu.

Pytany zaś o to, czy dopuszczalne jest emitowanie tego typu nagrań w telewizji, np. w programach prezentujących pracę policji czy służb medycznych, GIODO powiedział: – Myślę, że autorzy tego typu programów są dobrze przygotowani na ewentualne problemy prawne, które mogliby napotkać, boi albo np. uzyskali zgodę na publikację nagrań od występujących na nich osób, albo filmy są po prostu inscenizowane. Ci, którzy przygotowują takie programy też zdają sobie sprawę z tego, że mogą podlegać odpowiedzialności cywilnej.

Opinię taką GIODO wyraził podczas licznych wywiadów udzielonych dziennikarzom, m.in. redaktor Annie Depczyńskiej z Czwórki Polskiego Radia, redaktorowi Martinowi Stysiakowi z „Gazety Wyborczej”, redaktor Mai Kluczyńskiej z Polskiego Radia 24, redaktor Edycie Piotrowskiej ze Studio NewsrmTV.